piątek, 22 lutego 2019

Дні Спільноти Модераторів Руху Світло-Життя


ЗАПРОШЕННЯ

Щиро запрошую священиків-модераторів Домашньої Церкви, оази молоді та інших оазових спільнот, а також богопосвячені особи на Дні Спільноти Модераторів Руху Світло-Життя, які відбудуться в Центрі Руху Світло-Життя в с. Гвардійське (Хмельницька обл.) 04-05.03.2019.
 Початок в понеділок (04.03), о 1300 (обід), закінчення            у вівторок обідом о 1300.
 Метою зустрічі є будування братерської спільноти поміж нами, ділення і обмін досвідом нашої душпастирської праці,  а також наша особиста формація для кращого служіння довіреним нам спільнотам.
Дану зустріч хочемо особливо присвятити темі Конгрегації Відповідальних Руху Світло-Життя в Україні «Радість Євангелія», яка відбулася 8-10.02.2019, а також справі формації молоді в нашому Русі.
 З надією на зустріч,

о. Ярослав Гонсьорек
Модератор Руху Світло-Життя в Україні

Будь ласка, повідомте про свою присутність за адресою:
Центр Світло-Життя,
вул. Соборна 33,
с. Гвардійське, Хмельницька обл.
31352
e-mail: centr.svitlozyttia.ua@gmail.com
або:
о. Ярослав Гонсьорек, тел. +380676258732 e-mail: jargasiorek@wp.pl

 Більше про Рух Світло-Життя в Україні можна дізнатися на  http://oazaukraina.blogspot.com

środa, 13 lutego 2019

Krok trzeci Postanowiliśmy (zdecydowaliśmy się) powierzyć Bogu troskę o naszą duszę i nasz życie, na ile Go zrozumieliśmy - konferencja 5

STOPIEŃ 2
o. Laurenty
KONFERENCJA 5
Krok trzeci
Postanowiliśmy (zdecydowaliśmy się) powierzyć Bogu troskę o naszą duszę i nasz życie, na ile Go zrozumieliśmy.
Często ten krok jest niedoceniany podobnie jak drugi.

Zdecydowaliśmy się
Robimy ten krok po podjęciu decyzji. Ten krok opiera się na naszej decyzji, lub porywie naszej duszy. I ta decyzja, i ten poryw są natychmiastowe.
Cała praca w trzecim kroku sprowadza się do tego, by podjąć decyzję.
Jeżeli jeszcze nie podjęliśmy decyzji, by powierzyć Bogu troskę o swoją duszę i swoje życie, to znaczy, że jeszcze nie przystąpiliśmy do trzeciego kroku. Wciąż jeszcze jesteśmy na drodze do wiary w to, że Bóg może zrobić dla nas to, czego my nie będziemy mogli zrobić dla siebie. 
Inny aspekt realizacji tego kroku, czyli podjęcia decyzji, to konieczność robienia tego codziennie. Robię ten krok każdego poranka. Tak, podejmuję ostateczną decyzję, ponownie potwierdzam ją… i robię pięć kroków naprzód, a potem się cofam. Wychodzę za drzwi i nie idę za Bożą wolą w swoim życiu. Większość z was, z pewnością, zrozumie o czy mówię. Lub, zacząwszy coś robić, odkrywam, że idę za swoją własną wolą. I wtedy powinienem się zatrzymać, cofnąć się i powiedzieć: «Nie, podjąłem decyzję. Będę iść za Bożą wolą».
Czasem trudno jest rozpoznać Bożą wolę. To codzienny dylemat: «Postępuję zgodnie z Bożą wolą czy nie?» Jest to aktualne pytanie dla tych z nas, którzy starają się osiągnąć integrację wewnętrzną dzięki swemu chodzenia z Panem. Więcej będzie o tym w kroku jedenastym.
Wiara i zaufanie
W kroku trzecim podejmujemy decyzję, by powierzyć Bogu troskę o swoją duszę i swoje życie, dlatego że w kroku drugim rozwinęliśmy zaufanie - nie wiarę, a zaufanie.
Wiara jest darem (Ef 2,8). Zaufanie zaś jest skutkiem daru wiary.
Zaufania nie otrzymujemy automatycznie z darem wiary. Zaufanie przychodzi z doświadczenia, to jest rozwijamy zaufanie za pośrednictwem doświadczenia, które zdobywamy przez chodzenie w wierze.
Wyobraźmy sobie, że poznaliśmy się dzisiaj. Dopiero co poznaliśmy się, a ty chcesz pożyczyć ode mnie sto dolarów i mój samochód. Mówisz: «Zrozum, mam problemy finansowe i jeszcze zepsuł mi się samochód. Potrzebuję pieniędzy i samochodu. Oczywiście, należę do twojej parafii».
Odpowiem coś typu: «Tak, tego... hm... wiesz...Nie mam stu dolarów... i... nie. Nie. Przepraszam. Rozumiem twój problem, współczuję ci... Niech Bóg pobłogosławi cię, bracie. Pomodlę się o za ciebie».
Lecz gdybym znał cię rok (lub coś koło tego) i istniałaby relacja między nami, gdybym znał cię jako członka swojej parafii, dobrego chrześcijanina i człowieka odpowiedzialnego, a ty znałbyś mnie i moją rodzinę, podtrzymywał relacje z nami, to, w analogicznej sytuacji, moja odpowiedź na twoją prośbę byłaby zupełnie inna, gdyż między nami istniałoby zaufanie do siebie nawzajem.
Taki samo i z Bogiem. Bóg jest Osobą, nie ideą lub teorią, Osobą. I byśmy Mu zaufali, rzeczywiście powierzyli Mu nasze życie,  powinniśmy doświadczyć Jego obecności i przekonać się o tym, że On robi dla nas to, czego sami dla siebie zrobić nie będziemy mogli. I czym dłużej obcujemy z Nim, tym bardziej Mu ufamy.
Często, dochodząc do tego kroku, czytamy i myślimy: «Praktycznie wszystko zrobiłem. A nawet  jeżeli  nie wszystko, to zbiorę  siły i przejdę go na nowo».
Lecz kiedy robimy ten krok, większość z nas coś ukrywa.
«Boże, możesz wziąć to, możesz wziąć tamto, bez wątpienia możesz zająć się relacją z moją byłą żoną (lub byłym mężem). Powierzam wszystko to Tobie. Możesz wziąć na siebie moje finansowe problemy i moje uzależnienia. Ale moja zachłanność i to, jak z nią postępuję... sam sobie z tym poradzę. To moje zmartwienie».
Oczywiście, robiąc to, tak nie myślimy. Robimy to nieświadomie. Trzymamy się tego, że chcemy kontrolować, ponieważ  nie powierzamy Bogu końcowego rezultatu. Mamy w głowie jakiś plan Bożego wpływu na nasze życie.
«Oddaję to wszystko Tobie, Boże... no, a tak w ogóle, jestem w relacji z tą dziewczyną, i mam poważne zamiary. Ona na razie nie bardzo chce wychodzić za mnie za mąż, lecz ja chcę się z nią ożenić... Całkowicie powierzam Ci tą relację... i chciałbym, by wszystko było tak: ślub na wiosnę. Lecz wszystko w Twoich rękach, Boże, na wszystko jest Twoja wola. Ja nie zrobię tylko jednego – nie zostawię dawnego życia…».
I wstajemy z kolan i biegniemy do telefonu: «Sally, co robisz? Co masz na myśli? Gdzie będziesz? Też tam będę! Co będziesz robić jutro? A pojutrze? No, poczekaj minutę. Już myślałaś o naszym ślubie? Co znaczy, nie myślałaś? Jak to, jeszcze nie myślałaś? Tak, chcę wiosną. Jesienią? Nie, ja nie chcę czekać tak długo».
 Ona nie chce postępować tak, jak my chcemy. Bóg ustawia wszystko nie tak, jak ustawilibyśmy my. Zwracamy się do Boga i mówimy: «Boże, oto mój plan. Pobłogosław mój plan».
Mówimy: «Boże, robisz to nie tak szybko i nie tak, jak chciałbym ja. Każdego wieczoru przed snem kładę obok łóżka czysta kartkę i ołówek, a Ty dotychczas nie napisałeś planu dla mnie - widocznie to oznacza, że sam muszę zrobić. Dałeś mi rozum, tak więc powinienem planować. Muszę go napisać, a Ty - pobłogosław».
Bóg ma plan dla waszego planu». On ma plan na nasz plan.
Podejmujemy decyzję trzeciego kroku raz na zawsze, a potem podejmujemy ją codziennie, a bywa, i po kilka razy na dzień.
Troska Boga
Dalej powiedziane jest: «Zdecydowaliśmy się powierzyć Bogu troskę...». To oznacza, że On zamierza troszczyć się o nas.
Pismo św. mówi, że «u was zaś nawet włosy na głowie wszystkie są policzone. » (Mt 10,30). Ono także mówi o tym, że Bóg karmi ptaki. Po co mamy się niepokoić? Czy On,  jeśli troszczy się o nie, to tym bardziej nie zadba On o nas (Mt 6,25-34)? Kiedy mamy problemy z pieniędzmi czy jakiś inny i wszystko idzie nie tak, jakbyśmy chcieli, jesteśmy skłonni zastanawiać się, czy Bóg nie zapomniał o nas, czy nie zostawił nas. Być może On po prostu jest zbyt zajęty i nie ma czasu pomówić z nami? Dlaczego On nic nie robi?

Pragnienia i potrzeby
W tym kroku należy poruszyć zagadnienie pragnień i potrzeb - przeprowadzić linię między naszymi potrzebami i naszymi pragnieniami. Kiedy chcecie zrobić coś lub uważacie, że Bóg prowadzi was do tego, by coś zrobić, dobrze jest umieć odróżniać pragnienia i potrzeby. Bóg powiedział, że zatroszczy się o wszystkie nasze potrzeby. Ale  nie mówi, że ma zamiar dać nam wszystko, co zechcemy.
To, co chcę, nie zawsze jest pożytecznie dla mnie.
Niektórzy z was maja dzieci, i czasem dzieci coś żebrzą u was; wiecie, jak to bywa.
• - Tata, chcę to, chcę to.
• - Nie, nie, nie.
Lecz one dalej żebrzą,  w końcu poddajecie się i mówicie:
• - Dobrze! Dobrze, masz.
Pozwalacie swojemu synkowi postąpić jak chce, po to, aby się sam przekonał, że to nie jest najlepszy wariant. W podobny sposób uczy nas Bóg. Długo żebrzemy, i On mówi: «No zgoda, masz».
A potem przychodzimy do Niego we łzach: „Pomóż mi wyplątać się z tego! Zrób coś! Jak mogłeś dopuścić do czegoś podobnego!”

W jakim stopniu zrozumieliśmy Go
Te słowa nie oznaczają, że możemy sobie tworzyć swoje pojęcie o Bogu, opierając się na tym, jakim chcemy Go widzieć. Faktyczny sens tych słów jest taki: w jakim stopniu poznaliście Boga, w jakim stopniu dowiedzieliście się, kim jest Bóg. Nie to, co myślicie o tym, jaki On jest; nie to, co myślicie o tym, jakim powinien On być; nie to, jakim chcielibyście, by On był, lecz to, że coraz bardziej dochodzicie do zrozumienia tego, Kim On jest faktycznie i do tego, jak On działa w waszym życiu.
Wiele świeckich programów «Dwunastu kroków» jest w zasadzie programem samozbawienia. Ten program nigdy takim nie był. To program Bożej pomocy czyli «Bóg-może-zrobić-to-dla mnie, dlatego-, że-sam-nie-mogę».
W książce «Anonimowi alkoholicy» mówi się: «a) że jesteśmy alkoholikami i nie możemy kierować swoim życiem; b) że nie ma ludzkiej siły, zdolnej wyleczyć nas z alkoholizmu; c) że to może zrobić i zrobi Bóg (duże "B", Bóg), jeżeli Go  będą szukać». «Bez pomocy nie poradzimy sobie. Lecz jest Ten (też z dużej litery: Ten), kto posiada wszelką moc:  On  (duże "O") - Bóg»(duże "B"). Tu nie mówi się, że jest sześć, siedem lub dwadzieścia sił, posiadających jakąś moc i że możecie wybrać dowolną z nich - wedle życzenia - i możecie rozumieć ją tak, jak wam się chce ją rozumieć.
Ktoś powiedział, że problem «w jakim stopniu zrozumieliśmy Go» był, prawdopodobnie, największym problemem wprowadzenia «Dwunastu kroków» do kościoła. Wierzącym nie podoba się to zdanie, gdyż sądzą, że w takim kontekście «Bóg» być może Buddą, Allachem lub inną ludzką koncepcją, a ci bogowie, oczywiście, nie mogą pomóc, dlatego program skazany na niepowodzenie.
Ale przecież nie mocy w tych innych siłach, którym ludzie powierzają swoje życie. Moc jest tylko w prawdziwym Bogu. A zatem metoda może skutecznie zadziałać tylko w oparciu o prawdziwego Boga.
Chrześcijaństwo
Pierwotnie program «Dwunastu kroków» rozwinął się z Oksfordzkiego ruchu, który miał chrześcijańską podstawę i był zbudowany na chrześcijańskich zasadach. Wyrażenie «Bogu…, w jakim stopniu zrozumieliśmy Go», było dodane do programu «Dwanaście kroków» później. W oryginale było powiedziane: «Bogu». Po prostu: «Zaufaj Bogu». Pojawiły się jednak głosy: «Złagodźmy to trochę, by zrobić bardziej dostępnym». Dlatego zdanie było zmienione na «Bogu, w jakim stopniu zrozumieliśmy Go».
Jedną z przyczyn niechęci do programu „Dwunastu kroków” w kościele może być ubóstwienie tych kroków. Innymi słowami, wielu chrześcijan odnosi wrażenie, że ludzie ze świata zmieniają te kroki w jakiś kult. Lub ich grupa «Dwunastu kroków» staje się ich Bogiem. To staje się obiektem ich czci i źródłem sił życiowych. I w poszczególnych wypadkach kościół ma rację: to się zdarza.
Zajmijmy się chrześcijańskim aspektem tego wyrażenia. Ciągle jeszcze jesteśmy na etapie, że chcemy rozumieć Boga na swoich warunkach. Mamy na razie jeszcze tendencję, by czytać Pismo św. lub czytać jakąś duchową książkę z postawą: «Tak, zdaje się, wiem, co to oznacza, - myślę, że zrozumiałem, co Bóg chciał powiedzieć. I myślę, że Bóg chce, abyśmy właśnie tak Go rozumieli».
Nasze zadanie jako wierzących, którzy próbują przejść swoją duchową drogę z Panem, polega na tym, by dowiedzieć się, co On mówi o Sobie. Nie to, co my mówimy o Nim. To, co On mówi o tym, Kim jest i jak działa w naszym życiu. I dowiemy się tego, czytając Biblię i rozważając Jego słowa o tym, Kim On jest.
Sumując:
• podejmujemy ten krok, jak ruch woli;
• codziennie na nowo potwierdzamy ten ruch;
• nie zawsze robimy to idealnie, i to jest normalne;
• i na tej drodze chcemy dowiedzieć się: co Bóg mówi o tym, jaki jest; co  mówi o tym, jak działa w naszym życiu; co  mówi o tym, jak powinna rozwijać się Jego relacja z nami;
• w ciągu tego czasu, gdy powierzymy swoją duszę i swoje życie Jego opiece, otrzymamy dar wiary;
• i w czasie naszego chodzenia za Bogiem rozwijamy zaufanie.
Kazanie na Górze
Wróćmy teraz do Kazania na Górze. «Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.». Tak jak było powiedziane, pierwsze błogosławieństwo to pierwszy krok - krok niemocy. «Nie mam mocy, by swoimi ludzkimi siłami zrobić cokolwiek dla siebie, dlatego potrzebuję, by to zrobił Bóg».
Potem Jezus mówi:
Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni.
Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię.
Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni.
 Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią.
Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą.
Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi.
Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. (Mt  5,4-10).
We wprowadzeniu była mowa o ustanowieniu pokoju - z Bogiem, z sobą, z otoczeniem - i zachowaniu tego pokoju. Dalej była mowa o Bożym darze dla uczniów: «Pokój zostawiam wam, pokój Mój daję wam» (J 14,27). Tu, w tym kazaniu, Jezus mówi: «Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi.» (Mt 5,9). Ten wiersz, « Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój...», oznacza trwanie w pokoju z Nim, ze sobą, z innymi, chodzenie i życie w pokoju Jezusa i podtrzymaniu tego pokoju.
Pierwsze błogosławieństwo «Błogosławieni ubodzy w duchu» staje się jakby niezbędnym warunkiem dla wszystkich kolejnych. Inaczej mówiąc, jeżeli uświadomimy sobie, że ubodzy w duchu (lub bezsilni wobec swego uzależnienia), to ci, którzy są gotowi, by przyjąć Królestwo Niebieskie; jeżeli płaczemy i wołamy do Ojca przez Syna, to będziemy pocieszeni w swojej niemocy. Bóg da nam Swojego Ducha, byśmy byli łaknącymi i pragnącymi prawdy, miłosiernymi i czystego serca, byśmy byli niosącymi pokój, i On da nam siłę, kiedy będziemy prześladowani za prawdę. Wtedy będziemy pełni pokoju, zintegrowani wewnętrznie w Ojcu.
W 5-tym rozdziale Ewangelii według św. Mateusza Jezus mówi o wykonaniu prawa. Mówi: «Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić.   Zaprawdę. bowiem powiadam wam: Dopóki niebo i ziemia nie przeminą, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż się wszystko spełni. Ktokolwiek więc zniósłby jedno z tych przykazań, choćby najmniejszych, i uczyłby tak ludzi, ten będzie najmniejszy w królestwie niebieskim. A kto je wypełnia i uczy wypełniać, ten będzie wielki w królestwie niebieskim. Bo powiadam wam: Jeśli wasza sprawiedliwość nie będzie większa niż uczonych w Piśmie i faryzeuszów, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. » (Mt. 5,17-20).
Gdzie znajduje się Królestwo Niebieskie? Ono jest wewnątrz -  w nas (Łk 17,21). I gdzie ono działa? Wokoło - wśród nas. Ono działa na określonym poziomie tu, a nie tylko na niebiosach, «w górze», i bezpośrednio jest związane z tym, w jakim stopniu powierzamy swoją duszę i swoje życie trosce Boga, a zatem z tym, w jakim stopniu aktywnie On działa przez was, mnie i innych wierzących tutaj. Jeżeli wy jesteście tu i On jest tu,  On - Pan Bóg.
Nie możemy próżnować w oczekiwaniu Wniebowstąpienia ze słowami: «Tak, chłopaki, nie wszystko jest całkiem źle», - lub: «Cieszę się, że jestem już zbawiony», - i odgradzam się od wszystkiego w niczym nie biorąc udziału. W Królestwie też jest praca - już teraz.
Jezus mówi, że ci z nas, którzy będą nieugięcie trzymać się prawa, które On wypełnił, będą wielkimi w Królestwie Niebieskim. Mówi, że nie przyszedł znieść Prawo, ale je wypełnić. Jak sądzicie, dlaczego to Jego potrzebowaliśmy, by wypełnić prawo? Dlaczego to Jego potrzebowaliśmy, by prawo wypełniło się w nas? Pomyślmy o tym z punktu widzenia tych kroków.
Nie jestem w stanie o własnych siłach przestrzegać prawa. Jestem bezsilny. Bym mógł wykonywać prawo w swoim życiu, w moim sercu i w moim życiu powinien być Jezus i Święty Duch.
Niewątpliwie,  swoimi ludzkimi siłami nie osiągnę tego celu. W wielu dziedzinach moje życie jest dalekie od doskonałości. Lecz dzięki Jezusowi i wypełnieniu  Prawa przez Niego jestem zdolny do tego, o czym On powiedziałem w błogosławieństwach. W kroku trzecim, kiedy powierzam swoją duszę i swoje życie Jemu, On robi dla mnie to, co ja nie mogę zrobić dla siebie. I to prawo staje się wykonalnym dla mnie, - dla mnie w Chrystusie – to znaczy, że i dla mnie znajdzie się miejsce w Królestwie.
Na zakończenie, mówiąc o wykonaniu prawa, Jezus powiedział: « Jeśli wasza sprawiedliwość nie będzie większa niż uczonych w Piśmie i faryzeuszów, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego».
Co wiemy o faryzeuszach? To byli ludzie, którzy starali się we wszystkim osiągnąć doskonałość; pouczali wszystkich i każdego: «Postępuj tak, wykonuj to». Mentalność «wykonawcy». A Jezus mówi, że tą drogą nie dojdziemy do Królestwa Bożego.
Kontynuując kazanie, Jezus mówi o zabójstwie, rozwodzie, przysiędze, cudzołóstwie, zemście. Mówi o przykazaniach, odrzucając literę prawa i zostawiając jego ducha. Przekształca zewnętrzne wykonanie na wewnętrzną istotę na nowo stworzonego człowieka.
Na przykład zabójstwo: «Słyszeliście, że powiedziano przodkom: Nie zabijaj!; a kto by się dopuścił zabójstwa, podlega sądowi.  A Ja wam powiadam: Każdy, kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi. A kto by rzekł swemu bratu: Raka, podlega Wysokiej Radzie. A kto by mu rzekł: "Bezbożniku", podlega karze piekła ognistego.» (Mt 5,21-22).
Dalej mówi o pojednaniu: «Jeśli więc przyniesiesz dar swój przed ołtarz i tam wspomnisz, że brat twój ma coś przeciw tobie,  zostaw tam dar swój przez ołtarzem, a najpierw idź i pojednaj się z bratem swoim! Potem przyjdź i dar swój ofiaruj!» (Mt 5:23-24). Jeszcze nie doszliśmy do tego co będzie dalej, w kroku ósmym, gdzie będzie powiedziane, że «staliśmy się gotowi, by pogodzić się z wszystkimi ludźmi, którym wyrządziliśmy krzywdę», a w dziewiątym, że «pogodziliśmy się z wszystkimi, z kim było to możliwe».
Tak samo jak i w tych krokach, Jezus wysuwa warunki, które powinniśmy byli spełnić, by dokonało się Jego wykonanie prawa w nas, działania, które powinniśmy podjąć.
Cytowane wyżej wiersze z Mt 5,21-22 moglibyśmy wyrazić tak: «Nie wznoś modlitwy, nie przynoś swojej ofiary, - Nie słyszę ciebie. Nie słyszę ciebie. Nie przychodź tutaj i nie klękaj ze słowami: "Czy znasz takiego - Boba? Rzeczywiście zataiłem złość na tego chłopaka. Boże, powinieneś z nim coś zrobić. Chcę, byś wybił mu zęby"».
Lecz Bóg mówi: «Nie. Ja nie słyszę tego. Ja nie słyszę twojej modlitwy. Ja nie chcę słyszeć żadnych twoich próśb - dopóki nie podejdziesz do niego i nie wyjaśnicie nieporozumienia.
To konkretna zasada, wzięta z Biblii, wykorzystywana w krokach.
Potem Jezus mówi o miłości do wrogów zamiast nienawiści do nich (Mt 5,44), co jest jeszcze jednym aspektem przebywania w pokoju z ludźmi.
I wszystko to jest niemożliwe, jeżeli będę działać tylko własnymi siłami. Wszystko – całkowicie niemożliwe. Kiedyś może myśleliście: «Dobrze, będę się przyzwoicie prowadzić i poprawnie postępować, a Bóg będzie dobrze się do mnie odnosić». Próbowaliście tak żyć, ale nie wychodziło.  To Jezus powinien był zrobić to w was, przez was i dla was.

Czy jesteście gotowi?
W  kroku drugim zaczęliśmy po nowemu odczuwać działanie Ducha wewnątrz nas. Teraz, w tym kroku, możemy powierzać swoją duszę i swoje życie trosce Boga.

Pomódlicie się
Ten krok trzeba robić w obecności innego człowieka, na kolanach, otwarcie. Pomódlcie się  słowami «powierzam Bogu troskę o swoją duszę i swoje życie».








Warunki prowadzenia przez Ducha Świętego - konferencja 3

STOPIEŃ 1
o. Laurenty
Konf. 3

Warunki prowadzenia przez Ducha Świętego
Już wcześniej mówiliśmy nieco o warunkach prowadzenia przez Ducha Świętego: pierwszym warunkiem jest konsekwentne oddanie wszystkich dziedzin życia Jezusowi; nauczyliśmy się, że tylko dzięki odnowionemu i ukształtowanemu przez słowo Boże myśleniu można rzeczywiście prawidłowo obchodzić się z mową Boga. Bez zobowiązującego podporządkowania w kręgu zaangażowanych chrześcijan i akceptacji korekty popadamy w niebezpieczeństwo, że będziemy chodzić własnymi ścieżkami. Podobnie musimy się nauczyć trzeźwo rozróżniać różne źródła impulsów, oddzielać je od siebie.
Poza tym w Piśmie Świętym jest jeszcze dużo wskazówek i warunków, które trzeba uwzględnić, aby być pewnie prowadzonym przez Boga.
1. Jednym z warunków jest, żeby mieć czas na regularną modlitwę i czytanie Pisma Świętego. Ludzie, którzy byli i są dalej prowadzeni, to ci, którzy wiele czasu spędzają nie tylko na rozmowie z Bogiem, ale także na cichym przebywaniu w Jego obecności i słuchaniu Go.
W naszym myśleniu jesteśmy wielokrotnie tak zajęci, że kiedy mamy czas na czytanie Pisma i modlitwę, nie możemy znaleźć wewnętrznego uspokojenia, lecz przez głowę przebiegają nam wszelkie możliwe terminy, telefony, zakupy itd. Wtedy to nie ma sensu. Dlatego można zrobić  tak, że pierwsze dziesięć minut spędzić, zapisując w kalendarzu rzeczy, które są do zrobienia, zrobić to z pomocą Ducha Świętego. Potem o wiele łatwiej będzie skoncentrować się na Bogu.
2. Dalszym warunkiem prowadzenia przez Ducha Świętego jest to, żebyśmy rozwijali w sobie czułe sumienie na to, co czynimy lub mówimy.
Czyste sumienie jest absolutnie konieczne, aby odróżniać głos Ducha Świętego od innych impulsów.
Prowadzenie zawsze będzie upośledzone lub źle zrozumiane, jeśli chcesz zatuszować swój grzech w życiu.
Gdybym w mym sercu zamierzał nieprawość, Pan by mnie nie wysłuchał (Ps 66, 18).
Więc daj sobie trochę czasu przed Bogiem, aby On mógł odkryć twoje fałszywe motywy oraz postawy, abyś mógł być od tego wolny.
Kto jednak dostrzega swoje błędy? Oczyść mnie od tych, które są skryte przede mną (Ps 19, 13). Duch
Jeśli pozostały ci złe nawyki, chcesz zatuszować swój grzech, nie jesteś z prawdy i nie będziesz mógł słuchać głosu Jezusa.
Jeżeli chcesz być w życiu prowadzony przez Boga i pragniesz, aby Bóg powierzył ci prawdę, musisz się nauczyć wierności w małych rzeczach.
Kto w bardzo małej sprawie jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny; a kto w bardzo małej sprawie jest nieuczciwy, ten i w wielkiej nieuczciwy będzie. Jeśli więc w zarządzaniu niegodziwą mamoną nie okazaliście się wierni, to kto wam prawdziwe dobro powierzy? (Łk 16, 10-11) Bóg pragnie najpierw wierności w małych sprawach w codzienności, rodzinie, pracy zawodowej, wspólnocie — zanim powierzy nam rzeczy wielkie.
Jezus ma ci o wiele więcej do powiedzenia, niż ośmielasz się teraz śnić i marzyć. Ale to wszystko zależy od tego, czy będziesz to potrafił unieść bez wyniosłości lub załamywania się pod ciężarem odpowiedzialności.
W Piśmie Świętym czytamy o pełnych mocy mężach Bożych, którzy mieli zaufanie do Pana i do których Bóg w sposób nadzwyczajny przemawiał. Jaki był powód, że Bóg właśnie do nich przemawiał przez sny, przepowiednie lub też twarzą w twarz? Jaka była tajemnica ich relacji z Bogiem? Jedno jest jasne, że:
U Boga nie ma względu na osobę (Rz 2, 11).
On chce być w ścisłej relacji z każdym, ale ty musisz osiągnąć duchowy wzrost, żebyś mógł Bogu ufać i żebyś mógł to unieść.
Kiedy zanalizujemy osobowości poszczególnych mężów Bożych, zauważymy, że wgląd w duchowe rzeczy nie przypadł im w udziale niespodziewanie, ale każdy z nich jak każdy inny człowiek musiał najpierw podjąć walkę ze swoimi wadami, zanim Bóg okazał im swe zaufanie i zaczął posługiwać się nimi w nadzwyczajny sposób. Z dużej liczby przyjrzyjmy się dwóm - Danielowi i Mojżeszowi.
Daniel ależał do tych młodych mężczyzn z bogatych i wykształconych rodzin izraelskich, którzy zostali uprowadzeni do Babilonu w czasach panowania króla Nabuchodonozora. Tam po trzyletnim „praniu mózgu" mieli wszyscy oduczyć się wpojonych im zwyczajów i tradycji, a potem służyć na dworze jako doradcy.
Taka była sytuacja młodego Daniela. Jak miał się zachowywać? Nie było możliwości powrotu do rodzinnego kraju. Był młody i inteligentny, miał całe życie przed sobą. Czy nie było najmądrzejszą rzeczą podporządkować się i wziąć to, co najlepsze w tej złej sytuacji?
A jak ty zachowałbyś się na jego miejscu? Wszyscy w mojej klasie robią to samo. Jak to wygląda, jeśli jestem jak nieobecny podczas jakiejś imprezy albo nie chcę powielać innych, niedobrych wzorców zachowania? Bóg szuka ludzi, którzy podporządkowują Mu się bezkompromisowo i podążają prostą drogą za Panem. Jednego takiego znalazł w Danielu.
Daniel powziął postanowienie, by się nie kalać potrawami królewskimi ani winem, które król pijał. Poprosił więc nadzorcę służby dworskiej, by nie musiał się kalać (Dn l, 8).
To postawa, jakiej Bóg szuka u ciebie i u mnie - mocnych zasad w sercu: nie kalać się, lecz trzymać się zasad Bożych, choćby miało to wiele kosztować.
Po tym, jak Daniel dowiódł swej postawy przed Bogiem, odkrywamy w nim mądrego i prowadzonego przez Boga męża obdarzonego głębokim poznaniem myśli Bożych i umiejętnością pomagania swoim współplemieńcom.
Ta sama postawa w twoim sercu będzie kluczem do życia pod kierunkiem Ducha Świętego.
Mojżesz wysuwa się na czoło pośród wszystkich mężów Bożych.
Mojżesz prowadził swój naród dzięki bezpośredniej rozmowie z Bogiem.
A Pan rozmawiał z Mojżeszem twarzą w twarz, jak się rozmawia z przyjacielem (Wj 33, 11).
Dobrze jest zapytać o cechy, które czyniły Mojżesza mężem Bożym. Mojżesz zaś był człowiekiem bardzo skromnym, najskromniejszym ze wszystkich ludzi, jacy żyli na ziemi (Lb 12, 3).
Oto klucz do ścisłej relacji Mojżesza z Bogiem: pokora, uprzejmość i delikatność w stopniu, jakiego nikt inny nie osiągnął w jego otoczeniu.
Czy chcesz być prowadzony przez Ducha Świętego, poznawać codziennie Jego głos i kształtować w ten sposób swoje życie? To naucz się takiego zachowania!
Fakt, że był wierny, sprawdzony i godzien zaufania w zadaniach, do których Bóg go wyznacza - to uczyniło Mojżesza mężem, z którym Bóg obchodził się inaczej niż zwykle. Interesujące, na co Bóg kładzie nacisk! Zastosuj to w życiu, a zobaczysz, jak zmieni się postawa Boga względem ciebie.
Być może jęknąłeś wewnętrznie i mówisz sobie, że to za trudne dorosnąć do takiego poziomu. Pomoże ci jednak świadomość, jakim człowiekiem był Mojżesz w młodości, na początku swej drogi do Pana. Miał on zalety, których Bóg szuka u każdego, komu ma powierzyć swoją misję.
Dzięki wierze Mojżesz, gdy dorósł, odmówił nazywania się synem córki faraona, wolał raczej cierpieć z ludem Bożym, niż zażywać przemijających rozkoszy grzechu. Uważał bowiem za większe bogactwo znoszenie zniewag dla Chrystusa niż wszystkie skarby Egiptu, gdyż patrzył na zapłatę (Hbr 11, 24-26).
Mojżesz wyznaczył sobie właściwe priorytety. A co ty uważasz za najważniejsze w życiu? Kompromisy nie liczą się w oczach Bożych: On oczekuje jasnej decyzji. Mojżesza prawdopodobnie kosztowała dużo taka decyzja. Wychował się w zbytku królewskiego dworu, był obznajomiony z mądrością egipską, miał przed sobą karierę, a jednak wybrał trwanie z ludem Bożym i cierpienie z nim, a nie doczesne rozkosze na dworze faraona.
Bóg nie szuka ludzi doskonałych, lecz ludzi, którzy nie idą na kompromisy. Poza płomiennym podążaniem za Panem znamy również cały szereg negatywnych zachowań Mojżesza. Lamentował i był nieopanowany, w afekcie zabił Egipcjanina, który gnębił Hebrajczyka (por. Wj 2, 12). Kiedy Bóg powołał go do życiowego zadania na górze Horeb, Mojżesz poczuł, że nie jest do tego zdolny, był pełen niewiary, kompleksu niższości i próbował się uchylić od zadania. Ale Bóg był w stosunku do niego bardzo miłosierny. On widział w Mojżeszu to, czego on sam nie był jeszcze świadomy. Dopiero kiedy Bóg obiecał mu Aarona jako „tubę nagłaśniającą", Mojżesz okazał posłuszeństwo. Taki był początek Mojżesza: nieopanowany, gnębiony kompleksem niższości, pełen niewiary, niezdolny, by mówić. A potem dowiadujemy się, że był to najbardziej delikatny i godny zaufania człowiek.
Czy wiążesz nadzieje ze swoimi negatywnymi zachowaniami i bolesnymi dla ciebie problemami, z powodu których uważasz się za niezdolnego do służby Bożej? Pokaż Bogu, tak jak Mojżesz, że stawiasz Go ponad wszystkim innym na świecie. A On przygarnie cię jak kochający Ojciec i będzie wychowywał tak, że poddasz się prowadzeniu przez Ducha Świętego.

Świadek subiektywny przemawia - prowadzenie aktywne
Po tym, jak omówiliśmy wymagania i kryteria przemawiania Ducha Bożego, dotarliśmy do rozważenia, jak w praktyce wygląda mówienie tego subiektywnego świadka.
Nasza dusza wraz z rozumem przyjmuje impulsy od Ducha Świętego i decyduje potem, czy chce za nimi podążyć.
W rozmowach z innymi chrześcijanami o tym, jak można wyczuć mowę Ducha Świętego, często podkreśla się, że Jego impulsy można czasami odbierać jak wewnętrzne „mruczenie" bez konkretnego mówienia. Gdy właśnie robisz coś złego, ten wewnętrzny świadek zatrzymuje cię i składnia do ponownego przemyślenia tej sytuacji. W odwrotnej sytuacji odczuwasz akceptującą obecność, która wskazuje, że jesteś na dobrej drodze.
W innych sytuacjach zauważamy jasność w toku myślowym, tak że możemy tylko stwierdzić: sam sobie tego nie wymyśliłem, zaświadczył o tym Duch Boży mojemu duchowi.
Czasami Duch Święty przemawia do ciebie bezpośrednio, ale tak, że inni nie mogą tego usłyszeć. Często czytamy o tym:
„Podejdź i przyłącz się do tego wozu!" - powiedział Duch do Filipa (Dz 8, 29).
Kiedy Piotr rozmyślał jeszcze nad widzeniem, powiedział do niego Duch: „Poszukuje cię trzech ludzi. Zejdź więc i idź z nimi bez wahania, bo Ja ich posłałem" (Dz 10, 19-20).
Gdy odprawiali publicznie nabożeństwo i pościli, rzekł Duch Święty: „Wyznaczcie mi już Barnabę i Szawła do dzieła, do którego ich powołałem" (Dz 13, 2).
Przybył do nas Agabos, wziął pas Pawła, związał sobie ręce i nogi i powiedział: „To mówi Duch Święty: Tak Żydzi zwiążą w Jerozolimie męża, do którego należy ten pas, i wydadzą w ręce pogan" (Dz 21, 11).
We wszystkich tych przypadkach fascynujące jest, jak konkretnie Duch Święty przemawia do osób i udziela wskazówek.
Z pewnością dostrzegamy też niebezpieczeństwo tego, gdyby ktoś wstał i innym chrześcijanom wskazywał w ten sposób drogę. Biblia zaświadcza, że jest to możliwe i właściwe, a mimo to zaraz pojawia się uzasadnione pytanie: „Czy to jest rzeczywiście głos Ducha Świętego, czy też tylko ludzkie życzenia i pragnienia?". Wszyscy doskonale wiemy o katastrofalnych skutkach fałszywie wypowiedzianego polecenia.
Kiedy przyglądamy się fragmentom Dziejów Apostolskich o Duchu Świętym w kontekście księgi, za każdym razem odkrywamy, że Duch Święty nigdy nie daje konkretnej wskazówki nagle „jak grom z jasnego nieba", ale zawsze przygotowuje sytuację i udziela potwierdzenia.
Jest to dla nas niezwykle ważne w osobistym podejściu do mowy Ducha Świętego. Jeśli od kogoś innego albo osobiście od Ducha Świętego otrzymujesz konkretną wskazówkę - a to przesłanie nie było przygotowywane w twoim sercu, lecz pojawia się całkiem niespodziewania jako nowa myśl, to albo ta druga osoba się myli, albo jest to bardzo ważna wskazówka Boża co do twojej przyszłości i planów, jakie bóg wiąże z Tobą. Więc weź te słowa i odłóż je na razie „do szuflady”, i poczekaj na dalsze potwierdzenia i wskazówki. Ale nie reaguj natychmiast na taki zaskakujący impuls.
Na przykład przychodzi ktoś do Ciebie i przekazuje słowo prorockie, że Bóg chce się posłużyć tobą w  pracy ewangelizacyjnej w krajach bliskiego wschodu. I te słowa trafiają cię jak grom, bo całe dotychczasowe twoje myślenie było skierowane na podjęcie pracy z dziećmi w rodzinnym mieście. Co masz myśleć? ponieważ bóg nie przygotował cię wcześniej, więc spokojnie odkładasz ta wskazówkę na bok i zapominasz o niej. Chyba, że Bóg potwierdzi te słowa później w inny sposób.  Ale jeśli masz serce otwarte na prześladowanych chrześcijan, ale nie rozmawiałeś jeszcze z nikim na ten temat, to możesz te słowa wziąć za potwierdzenie, że Bóg przygotowuje cię do dalszej drogi.

Subiektywne impulsy, za którymi ostrożnie podążamy, Bóg stale potwierdza przez okoliczności i dalsze wypowiedzi. Więc nigdy nie jesteśmy w działaniu skazani na zbyt ryzykowne decyzje. Jeśli to pochodzi od Boga, to dalsze potwierdzenie nadejdzie. Prowadzenie przez Ducha Świętego jest więc czymś namacalnym, co można sprawdzić.
Jeśli Duch święty dał ci konkretne wskazówki, to nie pozostaniesz tylko przy jednym impulsie. Okoliczności i dalsze wypowiedzi Ducha Świętego potwierdzą ten impuls.
Duch Święty nie dodaje czegoś nowego do Biblii, wyjaśnia już raz podaną prawdę, aby ją na nowo przypomnieć. W ten sposób Jezus tłumaczy zadania Ducha Świętego:
A Paraklet, Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu, On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem (J 14, 26).
Kiedy Duch Święty będzie nas pouczał - nigdy nie będzie podawać informacji wychodzących poza Pismo Święte, lecz będzie tylko wyjaśniał kontekst i mądrość słowa Bożego oraz ją podkreślał. Jeżeli tak nie jest, musimy z „orędzia" zrezygnować.  Duch Święty nigdy nie przekaże absolutnie nowej treści, lecz zawsze coś związanego z mądrością Pisma, którą wyjaśni i uwypukli.

Przeszli Frygię i krainę galacką, ponieważ Duch Święty zabronił im głosić słowo w Azji. Przybywszy do Myzji, próbowali udać się do Bitynii, ale Duch Jezusa nie pozwolił im, przeszli więc Myzję i zeszli do Troady (Dz 16, 6-8). Naszą uwagę natychmiast zwracają sformułowania takie jak: „Duch Święty zabronił im" albo „Duch Jezusa nie pozwolił im". Najwyraźniej zostało tu zaprezentowane specyficzne prowadzenie, które możemy nazwać powstrzymującym działaniem Ducha Bożego.
W naszych rozważaniach  powinniśmy uwzględnić, że Bóg ma swój plan, by przygotować sytuacje i ludzi. Często tego nie dostrzegamy i dlatego czekanie przychodzi nam z takim trudem.
Nawet jeśli właśnie wiemy, co mamy robić, musimy jeszcze zawsze zapytać, kiedy jest właściwy czas na działanie. Czym innym jest usłyszeć mowę Boga, a czym innym wiedzieć, czy i kiedy ją realizować. Być może jest tak, że Bóg mówi, a my powinniśmy potem czekać, aż nadejdzie właściwy czas.
Nawet jeśli Bóg często przemawiał, to musimy czekać, ponieważ On ma swój plan co do czasu i chce wykorzystać ten czas, aby nas i innych przygotować na określone okoliczności. Ten czas, kiedy wielokrotnie dostajemy jedynie powstrzymujące impulsy, ma dużą wartość dla duchowego ubogacenia.
Wróćmy teraz do tekstu biblijnego: Paweł i jego towarzysze otrzymali co prawda polecenie zorganizowania misji na całym świecie, ale nie wiedzieli, w jakim kierunku mają się udać. Dokądkolwiek się zwrócili, otrzymywali powstrzymujące impulsy Ducha Świętego.
To jest bardzo ciekawe: apostołowie w okresie niepewności zawsze się przemieszczali, szli z jednej miejscowości do drugiej i nastawiali uszu, by odczytać duchowe znaki. Więc zachowywali zasadę działania i słuchania.
Gdy chodzi o rozpoznawanie woli Bożej, ważne jest, aby pozostawać „w ruchu". Każde kurczenie się i chowanie do wewnątrz, aby na pewno usłyszeć coś od Boga, niesie ze sobą wielkie niebezpieczeństwo. Albo słyszę nagle zbyt wiele wskazówek i zauważam, jak moja wyobraźnia coś mi wmawia, albo szatan wykorzystuje tę napiętą sytuację, by w tym czasie wzbudzić jakąś iskrę. Człowiek jest jeszcze bardziej zagubiony niż wcześniej.
 Jeśli stoimy nieruchomo, często nie rozpoznajemy, w jakim kierunku mamy iść, ale jeśli powoli się poruszamy i spełniamy nasze zadania, łatwiej będzie rozpoznać Boże „tak" lub „nie" albo też znak „czekaj".
Jeśli zaczynasz działać ostrożnie, będziesz bardziej podatny na prowadzenie, jak doświadczyli tego Paweł i jego współpracownicy.
Po dłuższym czasie szukania Paweł otrzymał pewnej nocy w wizji wskazówki bezpośrednio wyznaczające drogę.
W nocy miał Paweł widzenie: jakiś Macedończyk stał przed nim i błagał go: „Przepraw się do Macedonii i pomóż nam!". Zaraz po tym widzeniu staraliśmy się wyruszyć do Macedonii w przekonaniu, że Bóg nas wezwał, abyśmy głosili im Ewangelię (Dz 16, 9).

Kolejne fragmenty Dziejów Apostolskich pokażą nam, jak Duch Święty przygotowywał Pawła na trudności.
A teraz, przynaglany przez Ducha, udaję się do Jerozolimy; nie wiem, co mnie tam spotka oprócz tego, że czekają mnie więzy i utrapienia, o czym zapewnia mnie Duch Święty w każdym mieście (Dz 20, 22—23).
Paweł otrzymuje nie tylko wskazówkę, że w Jerozolimie czekają go trudności, lecz że w każdym mieście będą czekać go prześladowania - i uzyskuje potwierdzenie nie tylko on sam, lecz także jego bracia.
Sam fakt, że pojawiły się trudności, nie był powodem, aby przerwać podróż. Przyjął to jako potwierdzenie, że musi przygotować się na tę trudną sytuację. Tak więc mógł teraz mieć pewność, że jest to wola Boża i nie potrzebuje się martwić o swój los.
Przy ocenie mowy Ducha świętego nie powinniśmy poszukiwać najprzyjemniejszego czy najmniej niebezpiecznego wyjaśnienia, lecz. dokonać prawidłowej oceny w kontekście innych wskazówek. Naj-wygodniejsza droga nie zawsze jest tą właściwą. Czasami Bóg nas przygotowuje również na smutki, żebyśmy mogli odpowiednio zareagować, kiedy nas  spotkają. Paweł nie był zdania, że ta mowa Ducha Świętego określała przeznaczenie, to znaczy, że musi się stać dokładnie tak, jak było zapowiedziane. Przyjmował proroctwa jako wskazówkę, aby podjąć walkę poprzez modlitwę i przygotowywać się.
Proszę więc was, bracia, przez Pana naszego, Jezusa Chrystusa, i przez miłość Ducha, abyście udzielili mi wsparcia modłami waszymi za mnie do Boga, abym wyszedł cało z rąk niewiernych w Judei i by moja posługa na rzecz Jeruzalem została dobrze przyjęta przez świętych (Rz 15, 30-31).
Kiedy Bóg przemawia przez Ducha Świętego w jakiejś sytuacji, zapowiadając coś konkretnego, to nie znaczy, że dokładnie tak ma się wydarzyć, lecz że to się wydarzy, jeśli pewne warunki i postawy się nie zmienią. Paweł był zdania, że modlitewne zmagania chrześcijan mogą zmienić zapowiedziane wydarzenia.
To rzuca pewne światło na sytuację, kiedy otrzymujemy prorocze zapewnienia. Proroctwa osobiste, które otrzymujesz, niekoniecznie muszą się zgadzać. Ich zgodność czy wypełnienie zależy od pewnych warunków.
Oczywiście, istnieją w Piśmie Świętym proroctwa, na które nie da się wpłynąć. Chodzi szczególnie o historię zbawienia i o powtórne przyjście Jezusa. Ale proroctwo, które dotyczy naszego osobistego życia wiary, nie jest z góry wolne od jakichś zakłóceń. U Ezechiela czytamy:
A kiedy powiem do występnego: Z pewnością umrzesz, on zaś odwróci się od swego grzechu i zacznie postępować według prawa i sprawiedliwości: oddając zastaw, zwracając, co ukradł, żyjąc według praw, które dają życie, nie dopuszczając się zbrodni, to z pewnością zostanie on przy życiu i nie umrze. Żaden z popełnionych przez niego grzechów nie będzie mu poczytany. Postępuje według prawa i sprawiedliwości, ma więc pozostać przy życiu (Ez 33, 14-16).
Bóg mówi w sposób niebudzący wątpliwości: „Z pewnością umrzesz". Podczas uważnej lektury dobrze jest zauważyć, że Bóg nie uważa wyroku za niepodlegający zmianie, lecz daje szansę, że go odwoła, jeśli człowiek będzie żałował swoich grzechów, zadośćuczyni i będzie żył w sposób święty. Spełnienie tego proroctwa nie jest więc przesądzone, lecz osoba zainteresowana ma na to wpływ.
Gdy Bóg daje do zrozumienia jakiejś grupie modlitewnej przez wizję albo słowo poznania, że przez nich pobłogosławi całe miasto i doprowadzi przez nich do przebudzenia, nie znaczy to jeszcze, że na pewno się to dokona. To się dokona, jeśli grupa modlitewna przyjmie wizję lub słowo jako bodziec, aby dalej trwać w dyscyplinie i posłuszeństwie Panu i wzrastać duchowo. W przeciwnym razie Bóg po prostu zabierze im to powołanie i ewentualnie powierzy komuś innemu.
Te Boże zasady powinniśmy z rozwagą uwzględnić, kiedy mamy do czynienia z obietnicami, i powinniśmy się naprawdę z tym liczyć.
Obietnica, która była ci dana jako wyrok czy błogosławieństwo, nie znaczy jeszcze, że absolutnie to się wydarzy Jej spełnienie zależy od twojego posłuszeństwa i od twojej duchowej dyscypliny.

Pokój Chrystusowy -prowadzenie pasywne
A w sercach waszych niech panuje pokój Chrystusowy, do którego też zostaliście wezwani w jednym Ciele. I bądźcie wdzięczni! (Koi 3, 15)
We wszystkich decyzjach ten wewnętrzny pokój współdziała z nami i ma być dla nas wskazówką, czy to, co czynimy, jest właściwe. Bóg chce prowadzić nas po właściwych ścieżkach i, jeśli tak jest, to potwierdza to pokojem, którego nam udziela, w przeciwnym razie niepokojem, który w nas wzbudza.
Paweł opisuje pewną sytuację ze swego życia.
Kiedy przybyłem do Troady, by głosić Ewangelię Chrystusa, a bramy były mi otwarte w Panu, duch mój nie zaznał spokoju, bo nie spotkałem Tytusa, brata mojego. Pożegnałem się przeto i wyruszyłem do Macedonii (2 Kor 2, 12-13).
Widzimy tutaj, jak dla Pawła brak pokoju w duchu był wskazówką, że nie powinien dłużej pozostawać w Troadzie, lecz przyjąć go jako Bożą wskazówkę, że ma dalej podążać do Macedonii. Nawet otwarte drzwi nie mogły go zatrzymać. Sam fakt, że mamy wspaniałe warunki działania misyjnego, nie oznacza na pewno, że jesteśmy na właściwym miejscu.
O gdybyś zważał na me przykazania, stałby się twój pokój jak rzeka, a sprawiedliwość twoja jak morskie fale. „Nie ma pokoju dla bezbożnych" - mówi Pan (Iz 48, 18. 22).
Nie będziesz mógł zachować trwałego pokoju w sobie tak długo, jak długo istnieją sprawy, które odgradzają cię od twojego Pana. Brak przebaczenia, ukryte grzechy i namiętności, zaniedbane zadania, które Bóg położył ci na sercu - te sprawy czynią, cię kimś, kto nie żyje według praw, ponieważ wie, że one istnieją, a ich nie przestrzega.

 Wzór prowadzenia w Dziejach Apostolskich
Po pierwsze: odkrywamy ciągłe i spontaniczne gło¬szenie Ewangelii wraz ze znakami. Gdziekolwiek się uczniowie znajdowali, wszędzie głosili Ewangelię - nie było dla nich pytania o jakieś specjalne prowadzenie albo jakiś nadprzyrodzony impuls. To jest bardzo waż¬ne, żebyśmy zobaczyli, jak często zaczynamy być „zbyt duchowi" - mamy po prostu być świadkami w miejscu pracy albo w życiu publicznym. Zdarza się, że niektó¬rzy myślą, iż dopiero wtedy powinni coś powiedzieć o Jezusie, kiedy Bóg ich do tego bezpośrednio poprowa¬dzi. Często taka postawa jest tylko zasłoną dla uchylania się od bycia świadkiem. Do dawania prostego świadec¬twa nie potrzebujemy powołania, mamy to robić zawsze tam, gdzie jesteśmy. Wśród chrześcijan nie było czasów, kiedy musieli iść i głosić; nie potrzebowali zachęty czy zaproszenia Ducha Świętego, aby ewangelizować, gdyż należało to czynić w życiu codziennym.
Nie potrzebujemy wcale pytać Boga - a często uwa¬ża się to za konieczne - abyśmy sami odpowiedzieli sobie na rzeczy, które są jasne, na przykład czy mamy organizować ewangeliza¬cję uliczną albo zaprosić sąsiadów? To jest tak oczywisty nakaz misyjny, że jeśli Bóg chciałby inaczej, to by nam o tym powiedział.
Więc nigdy nie ma powodu, aby trzymać ręce w kie¬szeniach i mówić, że nie wiem, czy Bóg tego ode mnie chce. Zawsze możemy coś dla Niego zrobić. Chciałbym teraz rozprawić się z myśleniem, że dopiero wtedy możemy coś robić, kiedy Bóg dal nam jasne polecenie. Z pewnością Bóg ma określoną drogę dla twojego życia, ale nawet jeśli jej w pełni nie widzisz, to nie rezygnuj, lecz korzystaj z okazji tam, gdzie możesz być użyteczny w swojej wspólnocie.
Mamy znów okazję nauczyć się czegoś z postawy pierwszych chrześcijan:
Bo my nie możemy nie mówić tego, cośmy widzieli i słyszeli (Dz 4, 20).
Jest to jeden z kluczowych dla wzrostu pierwotnej wspólnoty wersetów.
Nie przestawali też co dzień nauczać w świątyni i po domach i głosić Dobrą Nowinę o Jezusie Chrystusie (Dz 5, 42).
Jeśli chodzi o nauczanie i ewangelizowanie, nie musieli pytać Boga, było to ich codziennym zajęciem.
Ciekawe jest, że nawet prześladowania nie wywoływały u nich wątpliwości co do działalności misyjnej. Jest to nam bardzo bliskie: kiedy pojawiają się trudności, zapytujemy się i modlimy, czy mamy dalej ewangelizować, czy raczej milczeć? Kiedy została rozpętana ogromna kampania prześladowań przeciwko gminie chrześcijańskiej w Jeruzalem (Dz 8, 1-3), Szczepan został zabity, inni zostali wtrąceni do więzienia albo przepędzeni, czytamy jako rzecz oczywistą:
Ci, którzy się rozproszyli, głosili w drodze słowo (Dz 8,4).
Nie było tam żadnego specjalnego zastanawiania się, postu, zapytywania: „Co mamy robić dalej?". Boża wola była dla nich jasna i nie trzeba było o nią pytać na nowo:
Idźcie więc i czyńcie uczniami wszystkie narody... (Mt 28, 19).
Z tej postawy możemy się wiele nauczyć!
Paweł rozwinął nawet w swojej taktyce ewangelizacyjnej pewne sposoby postępowania, kiedy przybywał do nowego miasta. Wyszukiwał tam miejsce, o którym z doświadczenia było wiadomo, że gromadzi się tam wielu ludzi - synagogę.
Przeszli przez Amfipolis i Apolonię i przybyli do Tesaloniki, gdzie Żydzi mieli synagogę. Paweł według swego zwyczaju wszedł do nich i przez trzy szabaty rozprawiał z nimi (Dz 17, 1-2).
To wyrażenie: „według swego zwyczaju" pokazuje, że nie ma uzasadnienia pogląd, iż pierwsi chrześcijanie przechodzili z miejscowości do miejscowości wyłącznie prowadzeni bezpośrednio przez Ducha Świętego. Najwyraźniej nie zawsze tak było! Raczej - podobnie jak Paweł - posługiwali się odnowionym umysłem, który nauczył ich myśleć w kategoriach Bożych, i rozważali, która z miejscowości będzie na początek najkorzystniejsza do głoszenia Bożego słowa. A potem dążąc do celu, pracowali i pozostawali otwarci na korektę ze strony Boga. Pozostawali w ruchu i być może Bóg wykorzystywał tę sytuację, aby otwierać im kolejne drzwi.
W Filippi była podobna sytuacja. W tym mieście nie było synagogi i zaczęli szukać innego miejsca:
W tym mieście spędziliśmy kilka dni. W szabat wyszliśmy za bramę nad rzekę, gdzie - jak sądziliśmy - było miejsce modlitwy. I usiadłszy, rozmawialiśmy z kobietami, które się zeszły (Dz 16, 12-13).
Sformułowanie: „jak sądziliśmy" - nie nasuwa myśli o bezpośredniej inspiracji przez Ducha Świętego. Znów odwoływali się do odnowionego umysłu, a Bóg tak zaaranżował sytuację, że nawróciła się bogata kobieta interesu.
Przysłuchiwała się nam też pewna „bojąca się Boga" kobieta z miasta Tiatyry, imieniem Lidia, która sprzedawała purpurę. Pan otworzył jej serce, tak że uważnie słuchała słów Pawła. Kiedy została ochrzczona razem ze swym domem, zwróciła się z prośbą: „Jeżeli uważacie mnie za wierną Panu, przyjdźcie do mego domu i zamieszkajcie w nim". I wymogła to na nas (Dz 16,14-15). Wzór, który widzimy za tymi wszystkimi przykładami, jest taki, że pierwsi chrześcijanie przyjęli nakaz misyjny jako deklarację woli Bożej i nie namyślając się więcej, ewangelizowali wszędzie, gdziekolwiek byli. Nie pytali o nadprzyrodzone prowadzenie w tej kwestii.
Przy tym korzystali ze swej mądrości i rozwijali trwałe strategie, których Bóg używał, aby przyciągnąć do siebie ludzi.
Zatem nie potrzebujesz nadprzyrodzonego prowadzenia, aby być świadkiem. Wola Boża w tej dziedzinie jest jasno objawiona! Wykorzystuj każdą możliwość, aby świadczyć o Panu przez słowo i przez czyn - a zobaczysz, że On sam będzie kierował tymi sytuacjami, aby przyciągnąć do siebie ludzi.
Podkreślenie tego stanu rzeczy nie oznacza, że nie otrzymali bezpośredniego prowadzenia Bożego, kiedy podążali za nakazem misyjnym. Oczywiście, Duch Święty przemawiał w tych sytuacjach zawsze, kiedy chciał zmienić kierunek lub gdy w określonym czasie potrzebował posłańca do konkretnego miejsca, aby pomóc jakiejś osobie.
 Nie możemy zapominać, że jesteśmy współpracownikami Boga i że mamy używać naszego odnowionego myślenia, a jednocześnie zawsze zachowywać czujność, aby usłyszeć Boże wskazówki. Miłość do pogubionego świata jest matką wynalazków!
Filip należał do tych, którzy podczas prześladowań zostali wypędzeni z Jerozolimy. Dla niego nie istniało narzekanie czy oskarżanie. Nie zwlekając, poszedł do następnej miejscowości, aby tam głosić słowo Boże. Nie potrzebował w tym celu żadnego bezpośredniego prowadzenia.
Filip przybył do miasta Samarii i głosił im Chrystusa (Dz 8,5).
W tym mieście dokonało się potężne przebudzenie. Potem okazało się, że Bóg potrzebował w konkretnym czasie i miejscu posłańca, aby pomóc dworzaninowi z Etiopii. Już wiemy, jak potoczyła się ta historia. Bóg interweniuje bezpośrednio i posyła anioła do Filipa, aby mu powierzyć nowe zadanie (Dz 8, 26). Aby dotrzeć do tego jednego poszukującego człowieka, była potrzebna ta bezpośrednia mowa Boga, zaś tu inaczej, ewangelizacja w mieście Samarii nie wymagała jej, ponieważ i tak była zgodna z wolą Bożą.
Chodzi więc o to, żebyśmy działali dla Boga pełni mądrości i trwali otwarci i wrażliwi na Jego powstrzymywanie, korektę i nowe zadania. Ważne jest, abyśmy trwali w ruchu i nastawili uszu. Być może najpierw powinniśmy pomyśleć o sytuacji, która dotyczyłaby ciebie, aby unaocznić zasady prowadzenia Bożego: masz wolną sobotę, więc wykorzystujesz przedpołudnie, aby pójść i rozdawać broszurki ewangelizacyjne w uczęszczanym miejscu w mieście i rozmawiać tam z ludźmi.
Udajesz się zatem na miejsce spacerów i gdy rozdajesz broszurki i cicho modlisz się językami, przychodzi impuls, by iść jeszcze na bazar. Dlaczego nie miałbyś pójść za tym głosem i nawet po drodze tam jeszcze rozdawać broszurki? Na bazarze głos wewnętrzny mówi do ciebie, abyś podszedł do człowieka w żółtej koszuli po drugiej stronie i zagadnął go. Oczywiście, serce bije ci jak oszalałe, ale odważnie podchodzisz i zaczynasz rozmowę z nim. Okazuje się, że jest prawie tak, jakby on na ciebie czekał. Siadacie na ławce i on oddaje życie Jezusowi.
Oczywiście, jest to tylko wymyślona historia, ale wielokrotnie dzieje się coś podobnego, kiedy działamy dla Boga i kiedy On nas konkretnie wprowadza w nowe ważne sytuacje.
Widzimy więc, że Bóg z reguły uważa za konieczne interweniować przez bezpośrednią mowę, aby nas powstrzymać, zwrócić w innym kierunku albo wysłać jako posłańców do jakiegoś konkretnego miejsca jak Ananiasza poprowadził do Pawła (Dz 9, 10nn), a Piotra do Korneliusza (Dz 10, 9nn). Poza tym możemy używać naszego odnowionego umysłu i liczyć na to że Bóg wkroczy, jeśli nie będzie Mu coś w nas pasować.
Bóg oczekuje od ciebie, że będziesz używał odnowionego umysłu i pracował dla Niego tam, gdzie masz okazję lub gdzie dostrzegasz taką potrzebę. Z całą pewnością On będzie interweniował przez bezpośrednią mowę, jeśli będziesz szedł w niewłaściwym kierunku, będzie chciał zmienić kurs albo będzie chciał użyć cię w konkretnym czasie i konkretnym miejscu jako swojego posłańca.
Za trzecią zasadę podejmowania decyzji - obok oczywistej realizacji nakazu misyjnego i słuchania Bożego głosu jako korekty kursu - uznałbym intensywne używanie odnowionego umysłu.
W Dziejach Apostolskich często natrafiamy na sytuacje, kiedy decyzje są podejmowane przez odnowiony umysł.
Kiedy w Jerozolimie przestało dobrze funkcjonować zaopatrzenie chrześcijan i wdowy po Grekach były pomijane, dwunastu Apostołów zdecydowało, że nie jest dobrze, aby zaniedbywać słowo Boże, a obsługiwać stoły (Dz 6,1-2). Skąd pochodziłaby ta mądra decyzja, jeśli nie z odnowionego umysłu, który nauczył się tak oceniać sytuację, jak Bóg by ją ocenił! Po tej decyzji nie zarządzili modlitwy i postu, aby oczekiwać, aż Pan powie im, które osoby miały wchodzić w grę jako diakoni, lecz poprosili braci:
Upatrzcie zatem, bracia, siedmiu mężów spośród siebie, cieszących się dobrą sławą, pełnych Ducha i mądrości! Im zlecimy to zadanie (Dz 6, 3).
Te słowa spodobały się wielu i zgodnie z tymi kryteriami wyszukali siedmiu mężczyzn:
Przedstawili ich Apostołom, którzy, modląc się, położyli na nich ręce (Dz 6, 6).
Mianowanie siedmiu diakonów dokonało się bez nadprzyrodzonego prowadzenia, lecz z pomocą odnowionego myślenia, a mimo to nie zaniedbano Bożego potwierdzenia. Kiedy po modlitwie zapanował pokój w ich sercach, położyli na nich ręce i skierowali ich do posługi.
Była to więc zdrowa współpraca odnowionego umysłu z potwierdzeniem Bożym.
Podobnie wysłano spontanicznie nauczycieli do wspierania młodego Kościoła w Antiochii, kiedy usłyszano w Jerozolimie, że powstała tam nowa gmina (Dz 11, 19nn). Była to mądra decyzja zrodzona w odnowionym umyśle.
Wiele sytuacji, które wymagają decyzji, w Dziejach Apostolskich pokazuje nam, że jest rzeczą oczywistą w pracy dla Boga, iż podejmowanie decyzji przy po mocy odnowionego umysłu i bezpośrednia mowa Bogu w jakiejś sytuacji idą ręka w rękę i nie można jednego od drugiego oddzielić.

Miłość Boża czyli życie Dawida – spotkanie, powołanie, prowadzenie i zwycięstwo - konferencja 2

Konferencja II

Miłość Boża czyli życie Dawida – spotkanie, powołanie, prowadzenie i zwycięstwo

1. Dawid zwycięża Goliata
• 1 Sm 17, 17. 20. 22 – 25. 31 – 33. 38 – 51 
• Bóg prowadzi Dawida poprzez jego ojca, poprzez jego maksymalistyczne pragnienia, poprzez jego odwagę i zaufanie Bogu, na bazie przeszłego doświadczenia.
• Bóg daje mu rozeznanie co do wyboru taktyki, uzbrojenia, czyli konkretnych działań.
• Bóg uzdalnia Dawida do mądrości, czyli kontemplatywnego spojrzenia na trudną nawet rzeczywistość w ten sposób, że widzi się ją jako całkowicie podległą kontroli i panowaniu Bożemu.
• Bóg wlewa ufność w serce Dawida, czyli zrozumienie, iż zwycięstwo zależy od mocy Boga, a nie Dawida; ale jednocześnie Bóg nie zechce zwyciężać, jeśli Dawid nie zechce współpracować, walczyć; stąd konieczność dobrania przez Dawida jak najefektywniejszych środków i sposobów działania nawet, jeśli obiektywnie możliwości te są  nieznaczne i małe. Dawid niech zrobi swoje, najlepiej jak umie i niech ogląda się na Boga, który ma zrobić Swoje, najlepiej jak umie.
• Bóg daje mu sukces, zwycięstwo, radość. Stały one możliwe tylko i wyłącznie dzięki pomocy Boga.
• Bóg daje mu w ten sposób posłużyć i przysłużyć się całej społeczności swego narodu.
• Opowiadanie to niech symbolizuje nasze zwycięstwa nad szatanem i pychą księcia tego świata, a także wzrost pokory i innych cnót.
• Zwycięstwo to przyczynia się do stopniowego wzrostu zaufania do Boga, doświadczenia, pewności siebie.
• Bóg daje także Dawidowi sławę, wzrost prestiżu i autorytetu. Dawid staje się piątą osobą w Królestwie (po Saulu, Jonatanie, Samuelu i generale nad królewskim wojskiem). Tak Bóg stopniowo wywyższa  osobę, która się uświęca, pozbywa wad.
• Świadectwo prowadzącego.

2. Zwycięstwo nad Filistynami – symbol kolejnego zwycięstwa nad złymi duchami i kolejnymi grzechami i wadami.
•    1 Sm 18, 14 – 30
• Miłość Boga przejawia się w Jego obecności przy Dawidzie we wszystkich przedsięwzięciach (w. 14. 28a).
• Miłość ta przejawia się też w kolejnych zwycięstwach (w. 14. 27a. 30).
• Miłość ta przejawia się w nowej posłudze, którą Bóg go obdarzył, a mianowicie byciu liderem, wodzem (w. 16. 27).
• Miłość Boża rzuca pod nogi Dawida do tej pory możniejszych i potężniejszych od niego oraz jego wrogów (w. 15. 17c. 21. 29)
• Miłość Boża pobudza cały lud do sympatii wobec Dawida (w. 16).
• Bóg obdarza Dawida odpowiednią małżonką (w. 19- 20. 27c – 28).
• Dzięki pomocy Boga rośnie wpływ i znaczenie Dawida (trzeciej osoby w Królestwie; przyjażń z Jonatanem, małżeństwo z Mikal, zięć króla).
• To symbol posługi animatora, szacunku ze strony autorytetów kościelnych i społecznych, nowych wspaniałych relacji, koneksji. Posługa wodza: animatora, ewangelizatora; dar od Boga – łaska i przywilej walki o uświęcenie innych.
• Na tym poziomie wyraźnie widocznym staje się błogosławieństwo (współpraca) Boga, albo brak tego błogosławieństwa;
• Świadectwo prowadzącego.
3. Dawid zdobywa koronę nad Judą i Izraelem, pokonując autorytet Saula. Jest to symbol zwycięstwa nad tym światem i nad wrogami.
• 2 Sm 1, 1 – 17
• Bóg daje Dawidowi zwycięstwo nad Saulem, gdyż Dawid zawsze (nawet po śmierci oponenta) zachowywał się lojalnie wobec pomazańca Bożego, czekając, aż sam Bóg zainterweniuje i przeprowadzi sąd, którego Dawid swoimi rękoma czynić nie chciał. Zwycięstwo było więc nagrodą za: wiarę, zaufanie, cierpliwość, pokorę i łagodność. 

• 2 Sm 2, 1 – 7. 11; 5, 1 - 4 (Dawid zostaje królem nad królestwem Judy)
• Przyczyną kolejnego zwycięstwa Dawida (o które znów nasz bohater aktywnie nie zabiega, lecz jest pasywny, a zwycięstwo przynosi mu Bóg oraz sami ludzie) jest jego pokora wobec Boga (wyrażona przez posłuszeństwo wobec Boga, którego Dawid pyta o wszystko), jak również jego pokojowe usposobienie (wobec rodziny oraz mieszkańców Jabesz w Gileadzie). Bóg podnosi Dawida coraz wyżej, wrogów upokarza i oddala, innych czyni sprzymierzeńcami i poddanymi. Tak więc pokora i pokój podobają się Bogu i ludziom.
• To zwycięstwo nad Judą czyni Dawida – dotychczasowego małego lidera – liderem większym.

• 2 Sm 5, 5 – 25 (Dawid zostaje królem nad królestwem Izraela)
• Kolejne zwycięstwo, tym razem nad Izraelem, otrzymuje, gdy, idąc za pozwoleniem i natchnieniem Boga (w. 10. 12. 19. 23 – 24), rozpoczyna ciężkie zmagania wpierw z Jebusytami jerozolimskimi (zdobywa jerozolimską twierdzę – w. 6 – 9a), potem z Filistynami od Gibeonu aż do Gezer (w. 17 – 25), a także otwierając się na przyjaźń i przymierze z królem Tyru (w. 11). Następnie umacnia swą pozycję, budując mury wokół Jerozolimy (w. 9b), a także powiększając swą rodzinę (w. 13 – 15).
• Dawid pnie się w górę, bo Bóg go wspiera. Bóg mu pomaga, gdyż widzi serce Dawida, szczere i pełne wszelkiego dobra – rozmaitych cnót (bycie konsekwentnym, waleczność, odwaga, upór, pracowitość, pokora, zdrowy rozsądek, umiejętność współpracowania z innymi, miłość do żon i dzieci, uciekanie przed mocniejszym wrogiem – zamiast niepotrzebnej i głupiej brawury, słuchanie się Boga, wdzięczność Bogu i ludziom, wierność) 
• Jest to posługa króla – symbol wielkiego lidera, lidera wspólnoty, lidera modlitewnego spotkania, a nawet lidera liderów. 

4. Dawid powiększa królestwo Izraela (symbol wielkiego zwycięstwa nad sobą i wielkiej posługi, misji)
• 2 Sm 8, 1 – 6. 9 – 14
• Dawid – wspaniały władca – posługa cesarza;
• Bóg cały czas błogosławi Dawidowi;
• Symbol wielkiej ewangelizacji (zdobycie pogan dla Bożego Królestwa).

 5. Bóg daje obietnicę, że ród Dawida będzie zawsze trwać w chwałe i z jego potomków wybuduje pierwszą w świecie Świątynię dla Boga.
• 2 Sm 7, 1 – 5. 11 – 16. 18 – 22
• Dawid dba o siebie (pałac cedrowy – w. 2ab), ale chce i zadbać o Pana (Arka Boża w namiocie – w. 2c).
• Pan, który umie zadbać o siebie (swoją chwałę), pragnie zadbać o Dawida i cały jego ród: o jego najbliższą przyszłość (w. 12a), o królestwo (w. 11. 12c), o Potomka (w. 12b. 13b – 15), o Świątynię (w. 13a.), o wieczność (w. 16).
• Bóg pragnie dla nas wspaniałej przyszłości i naszej wielkości, bardziej niż możemy to sobie wyobrazić czy uwierzyć. Niech więc nasze poświęcenie się służbie Bogu, ze względu na tak nieprawdopodobne i niesłychane perspektywy, również będzie wielkie. 

6. Ta konferencja stawia ci pytanie: „Czy chcesz więcej, czy chcesz iść dalej, wziąć, zdobyć, zobaczyć, otrzymać więcej od Boga niż to, co mają inni, niż to, co ty już masz: „Piotrze, czy miłujesz Mnie więcej aniżeli ci?” (J 21, 15nn).

7. Modlitwa (albo medytacja):
  - o Ducha Dawida,
- o pragnienie czegoś większego,
- o pragnienie, by zobaczyć Chwałę Boga, triumf Boga w naszym życiu (zwycięstwo nad grzechem, wzrost zewnętrznej posługi, wewnętrzną radość).
 

Miłość Boża - konferencja 1

Konf.1 Miłość Boża 1

CEL: Każdy powinien doświadczyć osobistej i bezwarunkowej miłości Boga, który jest naszym Ojcem.
POMOCE: złota tkanina, obraz Trójcy Rublowa.
WYJAŚNIENIE: Choć treści jest dużo i można byłoby ewentualnie niektóre punkty ominąć,
aby mówić bardziej w Duchu niż erudycyjnie – encyklopedycznie,
to jednak zważywszy, że Szkoła nie tyle jest ewangelizacją wstępną,
ile katechizacją następującą, zachęca się do rzetelnego omówienia wszystkich punktów, przekazania całego światła.

Bóg jest miłością.
Największą,  najwspanialszą i najmilszą prawdą objawioną nam przez Boga, która może wnieść pokój, rodzinne zacisze i szczęście do naszych dusz jest ta, iż:
• Bóg jest;
• Bóg jest Bogiem;
• Bóg jest Trójcą;
• Bóg jest miłością;
• Bóg jest Stwórcą, który stworzył świat;
• Bóg jest Ojcem, który stworzył aniołów i nas (byty osobowe) 
i wchodzi z nami w relacje osobowe, miłosne; tajemniczo chce nas rodzić (Bóg Ojciec).
• Bóg jest Zbawicielem, czyli wybawia nas od strasznych kar piekła, czyniących życie gorszym od śmierci
oraz daje życie wieczne w niezmiernym, nie do pojęcia szczęściu (Bóg Syn);
• Bóg jest tym, który nas wychowuje, uświęca, przemienia, przebóstwia (Bóg Duch Święty)

1. Pierwszą otuchą dla nas jest fakt, że istnieje Bóg, a więc nawet w skrajnej samotności (pustka samotnego wieczoru, choroba, izolacja społeczna, zdrada, umieranie), ogrzewa nas myśl, że jest Ktoś nad nami i w nas (wieczność), przy nas (teraźniejszość), za nami (przeszłość), przed nami (przyszłość), Kto o nas wie, rozumie, zna, patrzy, wspomaga, chroni…etc.
2. Drugą radością jest to, że Bóg jest Bogiem,
czyli Absolutem wypełniającym i przekraczającym wszystko, co istnieje;
przekraczającym również wszelkie pojęcie, zrozumienie, wyobraźnię , odczucie;
jest  doskonały we  wszelkich cnotach i cechach;
3. Trzecią radością jest fakt, że Bóg nie jest monadą – zaledwie jedną Osobą,
Która, jak Allah islamu, przed stworzeniem mogła miłować tylko samą siebie,
co współczesna wrażliwość może poddać krytyce jako miłość samolubną, egocentryzm,
ale jest Rodziną Osób, Wspólnotą,
gdzie w rozmaitych kierunkach, we wszelkich możliwych aspektach przepływa najwspanialsza, absolutna miłość.
Ojciec absolutnie kocha Syna i Ducha (nie tak Syna jak Ducha, nie tak Ducha jak Syna). Syn absolutnie zapomina o sobie w trosce o Ojca i Ducha (inaczej o Ojca, inaczej o Ducha).
Duch nigdy nie patrzy na siebie, ale tylko na Ojca i Syna (inaczej na Ojca, inaczej na Syna).
Żadna z Osób Boskich nigdy o Sobie samej nie myślała, nie troszczyła się, nie miłowała, nie patrzyła, nie pamiętała etc.,
ale we wszystkich tych i innych czasownikach oddawała się – powierzała pozostałym Dwóm;
4. Czwartą radością jest fakt, że Bóg jest
ze swej natury (wewnątrz każdej Osoby),
charakteru (każdej Osoby i wobec pozostałych Osób),
sposobu działania (na zewnątrz Trójcy, wobec świata aniołów i materialnego)
Miłością (1 J, 4, 8b),
czyli Dobrocią, Prawdą, Pięknem, Delikatnością, Łagodnością, Pomocą, Radą, Podtrzymaniem, Uzdrowieniem, Uwolnieniem, Wskrzeszeniem, Wiecznym Życiem naszym, Pieszczotą, Komplementem, Uskrzydleniem, Wzniosłością, Pamięcią, Objęciem, Dotykiem, Pocałunkiem, Niesieniem na Skrzydłach, Przytuleniem, Okryciem, Skrzydłami, Płaszczem, Chwalą, Ekstazą, Prostotą, Pokorą, Służbą, Sługą, Ofiarą aż Do Śmierci, Obecnością, Mówieniem, Rozmową, Milczeniem, Muzyką, Spokojem, Pokojem, Snem, Niepamięcią o złu, Amnezją, Beztroską, Regeneracją, Mocą, Wszechmocą, Sprawiedliwością, Miłosierdziem, Czystością, Cichością, Skromnością, Pokorą, Szczęściem, Najuboższym, Pokojowym, Ugodowym, Przebaczającym, Niepamietającym, Niezmiennym, Stałym, Przygodą, Zdziwieniem, Zaskoczeniem, Świeżością, Młodością, Starością, Doświadczeniem, Mądrością, Ciągłą Zmianą, Postępem, Ruchem, Bezruchem, Gotowym do ustępstw, Cierpliwością, Opiekunem, Orzeźwieniem, całą Słodyczą naszą, Stróżem i Obrońcą naszym, Łaskawością, Bezpieczeństwem, Ukojeniem, Radością, Nadzieją naszą i Weselem, W pełni wszelkim Bogactwem naszym, Świętowaniem, Ucztowaniem, Zjednoczeniem etc.
5. Piątą radością jest fakt, że Bóg jest Stwórcą,
Który stworzył świat,
a więc mikrokosmos (molekularny), makrokosmos (astronomiczny) i ziemię, którą dostrzegamy okiem. Na tej ziemi stworzył przepiękne krajobrazy, przestrzenie
(lasy, jeziora, góry, rzeki, morza, pustynie, stepy, kaniony, dżungle, tajgi, tundry),
warunki atmosferyczne i pogodowe
(słońce, chmury, deszcze, grad, śnieg, lód, skwar, ziąb, wiatr, dzień, noc, poranek, wieczór, pory roku),
przyrodę nieożywioną
(skały, minerały, metale, czarnoziemy, gliny – do wykorzystania, wydobycia i przerobienia),
przyrodę ożywioną
(bakterie, rośliny, zwierzęta – do zjedzenia, odziania się, transportu, leczenia).
 Wszystko to w niezwykłym urozmaiceniu, niepowtarzalności, bogactwie, harmonii, wzajemnej relacji i pięknie.
6. Szóstą radością jest fakt, że Bóg jest Ojcem, bo stworzył aniołów i nas (byty osobowe),
wchodzi z nami w relacje osobowe, miłosne, tajemniczo chce nas rodzić.
A to oznacza, że stworzył nas jako byty myślące, emocjonalne, wolitywne, pragnące czegoś więcej (niespokojne jest serce człowieka, dopóki nie spocznie w Osobie Nieskończonej).
Dał nam nieśmiertelność,
A hic et nunc (tu i teraz) możliwość i umiejętność tworzenia cywilizacji
i wysublimowanej kultury
(filozofia, sztuka, architektura – miasta, a tam ulice, skwery, place, mosty, kamienice, pałace, kościoły, katedry; cywilizacja techniczna – transport, komunikacja, medycyna; sztuka kulinarna).
Bóg objawia się, zaprasza do dialogu,  daje życie wieczne
(religia: Objawienie Boże – Księgą Święta i Tradycja Apostolska; kult i modlitwa, Kościół, sakramenty i inne łaski; Urząd Nauczycielski Kościoła, czyli Magisterium nieomylnie, dogmatycznie wyjaśniające Objawienie).
7. Siódmą radością jest fakt, że Bóg Ojciec jest naszym Zbawcą, który wybawia nas  od nas samych - ograniczoności i samotności, od grzechu, nieszczęść, śmierci i potępienia wiecznego.
Największym bowiem darem Boga Ojca – przejawem Jego miłości jest posłanie na świat Syna Bożego – Jezusa Chrystusa
(przede wszystkim nie z powodu grzechu pierworodnego - jako konieczności odkupienia,
ale jako projekt miłości Bożej uprzedni wobec grzechu pierworodnego – jako pragnienie bycia z ludźmi).
Po swym cielesnym wniebowstąpieniu Jezus kontynuuje swoją obecność na ziemi poprzez Ducha Świętego czyli Miłość Bożą.
Duch wychowuje (Pedagog, Wychowawca), pociesza (Paraklet, Pocieszyciel), uświęca (Święty Duch), przebóstwia (Duch Boży).
8. Ósmą radością jest fakt, że dzięki Bogu to co najlepsze jest jeszcze przed nami
i nazywa się życie wieczne. Tam będziemy z Bogiem, w Bogu, a Bóg w nas..
Radość wejdzie w nas, a my w Radość, życie bez końca – miliardy, biliony lat.
Intensywność tego życia – wszystkie dni, lata, wieki i tysiąclecia zbiegną się w jednej sekundzie, która trwać będzie bez końca.
Wszystkie możliwe radości, dla wszystkich receptorów i organów psychiki i ciała, zbiegną się w jeden moment.
Zaistnieje nie tylko bycie w Bogu, ale i przebywanie w sobie nawzajem (według miłosnej intuicji Cwietajewej z Rosji, kochającej i piszącej do oddalonego we Francji Pasternaka: „Nie jesteś tam – noszę Ciebie w sobie”.);
jest to tak zwana perychoreza. Ani oko, ani ucho, ani wyobraźnia, ani uczucie tutejsze nie mogą pojąć tego,
co będzie tam. Najszczęśliwsze, najmiłośniejsze, najpiękniejsze, najmilsze momenty życia ziemskiego nijak się mają do przyszłych i są kiepskimi ich zapowiedziami…
9. Dziewiątą radością jest odczucie miłości Bożej hic et nunc (tu i teraz),, zarówno w dzięki okolicznościom zewnętrznym, jak i, przede wszystkim, stanom wewnętrznym duszy.
Brata Piotra ikona praska, obrazująca Bożą nagrodę
(według Jezusowej obietnicy: „Stokroć tyle otrzymacie”; por. Mt 19, 29 ):
Oto zakończyła się udanie sesja Szkoły w Pradze;
jest w nas i satysfakcja z radość sensownej pracy: zbawianie wieczne i pocieszanie doczesne ludzi;
nastał zasłużony odpoczynek:
miły, niedzielny spacer po wieczornej i nocnej Pradze;
smaczna kolacja w restauracji
(knedliki, pizza, sok pomidorowy, piwo czeskie, jasne);
Obecność Boga, świata stworzonego (przyrody, cywilizacji), przyjaciół, pięknej pogody.
Zanalizujmy fenomenologicznie.
Bóg - Twórca cywilizacji:
knajpka, sztuka kulinarna, za oknem piękna architektura
(uliczki, kamieniczki, skwery, Most Karola, Hradczany, katedra św. Wita, pałace);
Bóg Zbawca:
jesteśmy w łasce uświecającej, 
z poczuciem wypełniania woli Bożej (sumienie nas nie oskarża),
po przyjęciu komunii św.,
z wiarą w posiadanie życia wiecznego
(a pagórek hradczański kończy się nie kończąc w wieczności);
Bóg jako życie wieczne:
Bóg z nami za stolikiem w knajpce, On  w nas, my w Nim, 
przy sąsiednim stoliku Japończycy
(zapewne ateiści, nerwowo ratujący kamerami i aparatami fotograficznymi
chwilę obecną i to co – kto w niej przed nieuchronnym przemijaniem),
a my spokojni i radośni (żywe odczucie obecności i miłości Bożej),
bo Bóg z nami, w nas i my w Nim,
a przez to i w „tu i teraz”, i jednocześnie w wieczności,
a wraz z nami w tejże wieczności i knajpka, i przyjaciele, i Praga
(nie trzeba nic ratować przed przemijaniem,
ani pospiesznie starać się wszystko zwiedzić, zobaczyć, wchłonąć, zatrzymać w kadrze,
gdyż Bóg dokona totalnego przeniesienia wszystkiego,
a nawet już jakoś dokonuje);
i jeszcze ta radość, że za parę godzin nocą,
po powrocie do klasztoru kapucynów na Hradczanach,
będzie jeszcze parę minut na rozkoszowanie się Jego miłością
w ciemnym zabytkowym kościółku,
przy mrugającej lampce wiecznej, tabernakulowej.

10. Dziesiątą radością przeżywaną tu i teraz (hic et nunc) są widoczne, zewnętrzne przejawy Jego miłości, czyli znaki i cuda. Tak jak to było w życiu Apostołów oglądających i uczestniczących w przemienionych w wino wodach, cudownych połowach, uciszonych burzach, chodzeniach po wodzie, rozmnożeniach chlebów, wyganianiach legionów, przemienieniach Taborskich, wskrzeszeniach martwych, uzdrowieniach chorych, spełnionych proroctwach, spotkaniach ze Zmartwychwstałym, a następnie Jego Duchem.
11. Świadectwo osobiste animatora o jego sposobie przeżywania miłości Bożej, zwłaszcza poprzez jej wewnętrzne odczuwanie lub też zewnętrzne znaki, cuda, zbiegi okoliczności.